Co nas zaskoczyło w Holandii? Podsumowanie – pół roku po przeprowadzce

Jesteśmy już w Holandii już od ponad pół  roku, co oznacza, że zdążyliśmy się trochę przyzwyczaić do sposobu życia i różnych dziwnych wymysłów Holendrów.
Postanowiłam więc przygotować krótką listę siedmiu rzeczy, które szczerze mówiąc zaskoczyły mnie na samym początku naszego pobytu. Zawarłam tutaj wyłącznie moje osobiste opinie i odczucia, bo nie mogę się nazwać w żadnym przypadku ekspertem w dziedzinie znajomości Holandii i jej mieszkańców. Przynajmniej JESZCZE nie 😉 Lista z pewnością wydłuży się wraz z kolejnymi miesiącami, więc nie wykluczam kontynuacji.

Rzeczy, które mogą zaskoczyć obcokrajowca:

1. ROWERY! Wszędzie rowery!

Holandia kojarzy się z rowerami i jasne – wiedziałam o tym przeprowadzając się tutaj, ALE nie spodziewałam się AŻ takiej ich ilości. Każdy szanujący się Holender posiada przynajmniej dwa rowery. Rowerem jeździ się tutaj do pracy, do kina, do banku i na zakupy. Po prostu wszędzie. Dość popularne są także specjalne rowery towarowe, które służą do przewozu różnych rzeczy lub odstawiania dzieci do szkoły. Emeryci (chociaż nie tylko) z wiatrem we włosach wyprzedzają mnie często na swoich elektro-rowerach. Nie ważne czy pada, wieje, jest przymrozek, czy też dla odmiany świeci słońce – rower jest dobry na każdą pogodę.

Eindhoven jest świetnie przygotowane na rowerzystów. Tutejsza infrastruktura pozwala dotrzeć do każdego punktu miasta na rowerze w dużo krótszym czasie niż samochodem (szczególnie w godzinach szczytu). Ścieżki rowerowe są wyznaczone przy niemal każdej drodze, co pozwala na bezpieczne przemieszczanie się. Ciekawą rzeczą jest, że na ścieżkach rowerowych dozwolona jest także jazda na skuterze, co niekiedy może być jedynym niebezpieczeństwem na jakie napotkamy.

Dla lepszego wyobrażenia sytuacji zamieszczam krótki filmik😉

2. Różnorodność

Nie wiem jak wygląda to w innych miastach, ale Eindhoven jest miejscem bardzo międzynarodowym. Według statystyk, co trzeci mieszkaniec, to obcokrajowiec. „Multikulti” rzuca się w oczy na ulicy, w pracy, czy choćby przy robieniu zakupów. Według mnie, różnokolorowość ma tutaj same plusy. Pierwszym i najważniejszym jest to, że wszyscy traktują się tutaj równo – z szacunkiem i przyjaznym nastawieniem, co niestety nie zawsze zdarza się w Polsce. Pracodawcy nie kierują się narodowością przy obsadzeniu stanowisk w swojej firmie, a współpracownicy nie patrzą na Polaka jak na dorobkowicza ze wschodniej Europy. Oczywiście nie można wrzucać wszystkich do jednego worka, bo z pewnością i tutaj znajdą się ludzie, którzy będą mieć problem z obcokrajowcami, ale moje odczucia do tej pory są generalnie bardzo pozytywne.

Kolejnym wielkim udogodnieniem jest dostępność różnorodnych produktów. W mojej najbliższej okolicy znajduje się oprócz popularnych sieciówek, sklep azjatycki, turecki oraz polski. Mam więc ogromne możliwości wyboru, a że lubię gotować, często z tego korzystam.

3. Holenderska kuchnia, a w zasadzie jej brak

Trzymając się wątku jedzenia, warto poruszyć temat kuchni holenderskiej, która właściwie nie egzystuje. Holendrzy mają kilka swoich „firmowych” dań, ale z reguły są to usmażone na głębokim oleju kiełbaski lub ryba z frytkami – nic specjalnego. Co innego typowo holenderskie produkty, takie jak przepyszne sery, stroopwafle, czy też korzenne ciasteczka, które uwielbiam.

Narodowym przysmakiem w Holandii jest też lukrecja, której smak albo się uwielbia, albo nienawidzi. Ja niestety należę do tej drugiej grupy, dlatego wszelkiego rodzaju słodycze, herbaty i potrawy z dodatkiem lukrecji omijam szerokim łukiem.

Holendrzy nie jedzą tak obfitych obiadów, jak my. Ich lunch to z reguły kanapka lub sałatka zjedzona na szybko w pracy. Czas na obiad nastaje dopiero wieczorem, kiedy cała rodzina wraca ze szkoły/z pracy i zasiada do wspólnego stołu. Często na talerzach lądują wysoko przetworzone produkty takie jak pizza lub wspomniane wyżej smażone we frytkownicy kiełbaski (frikandelki) z frytkami. W związku z tym, że kobiety stawiają tutaj mocno na karierę i wracają do domu dosyć późno, nie mają aż tyle czasu na gotowanie. Mnie osobiście przyprawia to o zawrót głowy, ponieważ nie wyobrażam sobie tego typu diety, oni natomiast chwytają się za głowę gdy mówię im, że gotuję niemal codziennie. Myślę, że przy takim sposobie żywienia, jedyne co pomaga im utrzymać formę, to właśnie codzienna jazda na rowerze.

4. Biurokracja

Fascynujący może być również system funkcjonowania urzędów i załatwiania formalności w Holandii. Znajomy nam chaos i bieganie od okienka do okienka jest tutaj równie egzotyczny jak nasza polska gościnność. Kiedy chce się coś załatwić, trzeba zarezerwować sobie spotkanie przez internet, dzięki temu nigdy nie trzeba czekać w długich kolejkach. Bez zarejestrowania i miejskiej karty nie wyrzuci się tutaj nawet śmieci, a bez osobistego numeru BSN w żadnym przypadku nie założymy rachunku w banku ani nie kupimy karty do telefonu. Podsumowując, miasto wie o nas właściwie wszystko, co jest trochę przerażające, ale działa.

5. Służba zdrowia

W podobny sposób do urzędów, działa również służba zdrowia. Do doktora trzeba umówić się z wyprzedzeniem na konkretną godzinę. Jednak przed tym aż miła pani z recepcji poda nam konkretny termin, upewni się czy aby na pewno potrzebujemy fachowej pomocy, a nie wystarczy nam zwykły paracetamol. Przeprowadza więc z nami krótki wywiad, mający ustalić wszystkie objawy choroby i ewentualne rozwiązanie problemu bez konieczności wychodzenia z domu. Może się stać, że pośle jedynie online receptę do naszej apteki, którą musimy wykupić. Biada jednak temu, komu stanie się coś poważniejszego. Kiedy przyjechałam do szpitala ze stłuczonym kolanem po małym wypadku na rowerze, nie zrobiono mi nawet zdjęcia RTG, mimo iż nie mogłam ruszyć nogą. Pani doktor poradziła odpoczywać i wrócić na kontrolę za tydzień…

Co ciekawe, nie musiała nawet wypisywać mi L4, ponieważ tutaj to pacjent decyduje o tym, że źle się czuje i nie może iść do pracy. Myślę, że gdyby coś podobnego funkcjonowało w Polsce, to bylibyśmy bardzo chorowitym narodem…

W każdym razie po moich dotychczasowych przeżyciach z tutejszą służbą zdrowia i po kilku historiach, które usłyszałam od znajomych, mam nadzieję, że nie będę musiała często wyużywać pomocy lekarskiej w Holandii.

6. Zachowanie Holendrów

Holendrzy są bardzo sympatycznymi, aczkolwiek mocno zorganizowanymi ludźmi. Oznacza to, że możemy wybić sobie z głowy wszelkiego rodzaju spontaniczne wizyty lub umawianie się na ostatnią chwilę do kina. W Holenderski terminarz należy wpisać się z odpowiednim wyprzedzeniem (tydzień jest akceptowalny) i najlepiej potwierdzić jeszcze swoją wizytę telefonicznie dzień wcześniej.

Gościnność holendrów jest odmienna od naszej, która często przejawia się gęsto zastawionym stołem i niekończącym się zdrojem alkoholu. Holendrzy poczęstują nas kawą i ciasteczkiem, które wyciągniemy sobie z wielkiej metalowej puszki, po czym zostanie ona zamknięta i schowana bezpiecznie do szafki.

Innym nietypowym dla nas zachowaniem jest to, że Holendrzy nie ściągają butów w domu. Nie robią tego nawet odwiedzając Ciebie i twoje świeżo umyte podłogi. Da się do tego przyzwyczaić, lub po prostu umyć podłogę po odwiedzinach.

Inną narodową przywarą jest oszczędność. Holendrzy to straszni ścibi grosze, którzy wykorzystają każdy kupon i każdą promocję, a obiad w restauracji każdy zapłaci za siebie, rozliczając się ze znajomymi co do eurocenta. Bardzo pomocne bywają im mobilne aplikacje, które w przypadku, gdy nie da się podzielić rachunku i musi zapłacić go jedna osoba, pozwolą na rozesłanie zapytania o wyrównanie z QR kodem i automatycznym przekierowaniem do banku, do współtowarzyszy uczty. Dzięki temu każdy płaci tylko dokładnie za to co zjadł, żadne dzielenie na pół.

7. Ceny

Pisząc o cenach, trzeba podzielić je na cztery różne kategorie – jedzenie, chemia i kosmetyki, paliwo oraz usługi. To co zaskoczyło nas najbardziej było zdecydowanie jedzenie. Spodziewaliśmy się, że wszystko będzie strasznie drogie i przez pierwszy miesiąc będziemy żyć na przysłowiowym „chlebie i wodzie”. Produkty spożywcze są w moim odczuciu o około 30% droższe niż w Polsce. Wiadomo, że nie dotyczy to w równym stopniu wszystkiego. Mięso jest na przykład o wiele droższe, a w przeciwieństwie do tego owoce i warzywa są bardzo tanie, kiedy kupuje się je na miejscowym targu (w dodatku są świeże i pyszne).

Chemia i kosmetyki jest droga. Kto by pomyślał – przecież w Niemczech zawsze było tak tanio i jakoś była taka dobra… No właśnie, po chemie i kosmetyki jeździ się po prostu do Niemiec.

Drogie są również usługi. Zaczynając od fryzjera, poprzez różnego rodzaju remonty i naprawy, po wynajem mieszkania. O tym, że ludzka praca jest tutaj dobrze zapłacona, wiedzieliśmy jeszcze przed wyjazdem, dlatego ceny wcale nas nie zaskoczyły. Jasne, że nie byłoby fair, gdyby przy tutejszych wypłatach płaciło się za zrobienie paznokci tyle co w Polsce.

Ostatnią rzeczą na którą chciałabym zwrócić uwagę jest paliwo. Na to, że w Holandii mamy najdroższe paliwo w Europie nie byliśmy przygotowani. Nagle stało się jasne, dlaczego wszyscy tak chętnie mokną na rowerach w drodze do pracy. Aktualna cena za benzynę to około 1,70 euro. Dla porównania, tuż za granicami w Belgii kupimy paliwo za 1,40…

Like & Share
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *