Ile kosztuje wycieczka do Nowej Zelandii? -Podsumowanie wszystkich naszych wydatków i lokalnych cen.

Pytanie o koszty naszego wyjazdu pada za każdym razem, kiedy tylko wspominamy o Nowej Zelandii. Z tego też powodu postanowiłam, że pierwszym postem dotyczącym naszych wyśnionych wakacji będzie własnie kosztorys. Nie jest to post najkrótszy, ale myślę, że przede wszystkim przydatny dla wszystkich, którzy zdecydują się na podróż do Śródziemia 😉

Już na wstępie mogę przyznać, że nie jest to wycieczka tania. W porównaniu z tym, do czego byliśmy przyzwyczajeni, czyli wyjazdów low cost: (takie jak Gruzja, Lwów itd.), tym razem zapłaciliśmy za wakacje o wiele, wiele więcej. Cała wycieczka i pomysł jej zorganizowania wyniknął jednak z faktu, że postanowiliśmy pobrać się w podróży. Zdecydowaliśmy jednogłośnie, że zamiast wydawać pieniądze na wielkie wesele w Polsce (lub Czechach), wolimy zainwestować je w wyjazd naszych marzeń.

Oczywiście, nawet Nową Zelandię da się zorganizować taniej, niż to, co za chwilę Wam tutaj zaprezentuję. My jednak braliśmy ten wyjazd jako naszą podróż poślubną, więc nie chcieliśmy iść totalnie „po kosztach”.

BILETY LOTNICZE

Zacznijmy więc biletem lotniczym – lecieliśmy liniami Air China z Paryża, z przesiadką w Pekinie. Za bilet w dwie strony zapłaciliśmy 699 euro na osobę. Jest to bardzo okazyjna cena, szczególnie w porównaniu z lotami z Amsterdamu, gdzie bilety oscylowały w okolicach 1200 euro za osobę. Trochę baliśmy się jaki będzie pomiar ceny do jakości, ale jak się okazało nie było wcale tak źle. Air China nie zapewnia żadnych luksusów, ale podróż była całkiem przyjemna. Na pokładzie każdego samolotu dostaliśmy dwa ciepłe posiłki i kilkakrotnie była też możliwość wybrania napoju. Załoga była bardzo miła, na monitorach można było obejrzeć najnowsze Hollywoodzkie produkcje, a miejsce na nogi było wystarczające (co oznacza, że ja mogłabym zmieścić się tam dwa razy, a David mieścił się na minimetry). Krótko mówiąc, dla przeciętnie wysokiego człowieka miejsca jest w sam raz.

Kolacja w Air China

Oczywiście aby gdziekolwiek polecieć, musieliśmy pierwsze dostać się z Eindhoven na lotnisko w Paryżu. Po sprawdzeniu różnych opcji publicznego transportu, zdecydowaliśmy, że ze względu na strasznie dziwne godziny odjazdów/przyjazdów pojedziemy do Paryża autem. Parking w okolicach lotniska kosztował nas 95 euro za ponad 3 tygodnie parkowania. Dodatkowo należy jeszcze doliczyć koszty paliwa i autostradę do Paryża, która wychodzi 34 euro za dwa przejazdy.

WYNAJEM SAMOCHODU

Bez samochodu w Nowej Zelandii ani rusz. Gdybyśmy mieli do dyspozycji jedynie poruszające się między głównymi miastami busy, to nie zobaczylibyśmy nawet połowy z tego, co widzieliśmy. Wynajem samochodu jest żelaznym punktem wycieczki i jedyne nad czym można się zastanawiać to rodzaj auta. My postawiliśmy na normalną osobówkę, mając na uwadze, że chcemy urozmaicić noclegi i nie ograniczać się jedynie do spania na kempingach. Nasza Toyota Corolla wypożyczona od firmy Budget Car Rent (która nie była najtańszą opcją, ale za to z bardzo dobrymi opiniami) kosztowała nas 585 euro za 17 dni. Świetną opcją jest też kamper, albo kampervan. Co prawda jest trochę droższy, ale jeśli posiada odpowiednie oznaczenie – self conteined, to można w nim spać gdziekolwiek się nam spodoba (o ile w danym miejscu nie jest to zakazane – jak na przykład na view pointach, czy też w parkach narodowych).

Paliwo do naszej Białej Strzały kosztowało 311 euro za 3500 przejechanych kilometrów. Auto spalało średnio 7l/100km. Paliwo w Nowej Zelandii, jest w dosyć dobrej cenie (w każdym kraju cena jest lepsza niż w Holandii…)

Nasza Biała Strzała

NOCLEGI

Podczas naszej podróży wypróbowaliśmy wiele form noclegu od kempingów, gdzie spaliśmy w namiocie (ale i w aucie), poprzez hotele i AirBNB, aż po oryginalną mongolską jurtę.

Noclegi były zdecydowanie jednym z tych punktów naszej podróży, na którym mogliśmy trochę więcej zaoszczędzić. Zabraliśmy ze sobą namiot, więc nasz pierwotny plan zakładał, że większość czasu spędzimy na kempingach (w Nowej Zelandii zakazane jest spanie „na dziko” jeśli nie ma się specjalnego kampera self conteined). Swoją drogą kempingi są tam przepiękne i nie zdarzyło nam się nigdy, żeby nie można było się wykąpać lub przygotować posiłku. Z Internetem i elektryką bywało różnie, czasami trzeba było dopłacić, a czasami nawet te udogodnienia były darmowe.

Wracając do tematu – pogoda trochę pokrzyżowała nam plany. Nie spodziewaliśmy się tak niskich temperatur w nocy, dlatego też zabraliśmy ze sobą śpiwory, które powinny być używane w temperaturze do 10 stopni Celsjusza. Na północnej wyspie nie było z tym problemu, bo panowała tam już piękna wiosna. Niestety na południowej trochę wymarzłam, kiedy temperatura w nocy spadła do 3 stopni. Z tego też powodu okazało się, że na kempingach przespaliśmy jedynie 7 nocy z całkowitych 21 noclegów, które mieliśmy w Nowej Zelandii i Pekinie. Nie jest to najgorszy wynik, biorąc pod uwagę, że w miastach ciężko jest rozstawić namiot, ale zdecydowanie można skończyć z dużo lepszym bilansem.

Kemping w okolicy Taupo z pięknymi widokami (i lamami)

Porównując ceny oczywiście kempingi wychodzą najtaniej, ponieważ średnio kosztują około 20 NZD na osobę, co daje nam niecałe 12 euro od osoby za noc. Z AirBNB bywa różnie. Dużo zależy od Waszych wymagań (czy cały apartament, czy tylko pokój itd.) i od tego kiedy rezerwujecie. W naszym przypadku (rezerwowanie tego samego dnia) najlepsze oferty już dawno były wyprzedane, ale dzięki temu, że mieliśmy auto, mogliśmy za to zatrzymywać się z dala od centrum lub po prostu na trasie do następnego celu. Średni koszt AirBNB to około 50 euro za noc, czyli 25 euro na osobę.

Wypasione śniadanie wliczone w cenę w jednym z AirBNB

W przypadku, gdy nie mogliśmy znaleźć dobrego AirBNB, sprawdzaliśmy również Booking.com. Czasem okazywało się, że ceny w hotelach w danej lokalizacji były dużo sympatyczniejsze, niż wynajmowanie mieszkania. Cena za dwuosobowy pokój ze śniadaniem w hotelu niższej klasy, to około 65-70 euro za noc. Dużo tańsze były na przykład hostele, więc jeśli nie przeszkadza Wam spać w jednym pokoju z sześcioma, ośmioma lub dziesięcioma innymi ludźmi, to można wiele zaoszczędzić.

Mój ulubiony, klimatyczny nocleg w mongolskiej jurcie

Wszystkie ceny które do tej pory wspomniałam dotyczą Nowej Zelandii i były to w większości ceny za rezerwację tego samego dnia. Z wyprzedzeniem mieliśmy zarezerwowany jedynie pierwszy nocleg w Matamata i ostatnie dwa w Auckland. Reszta to tak zwany freestyle.

Dużo taniej udało nam się zarezerwować hotel w Pekinie, gdzie za dwie noce, w odległości około 5 minut spaceru od Qianmen, zapłaciliśmy tylko 65 euro. Co prawda bez luksusów i śniadania,  ale pokój mieliśmy tylko dla siebie.

Podsumowując – za dwadzieścia jeden nocy w kombinacji hotele/AirBNB/Camping w Pekinie i Nowej Zelandii, czyli podczas całej naszej wycieczki zapłaciliśmy 867 euro, co daje nam 433 euro na osobę. Uśredniając jest to około 20 euro za noc, co osobiście uważam za bardzo dobry wynik (ale cały czas powtarzam, że bez problemu można zejść z ceną jeszcze niżej).

Zdarzyło się, że spaliśmy też w aucie…

JEDZENIE

Mieszkając w Holandii przyzwyczailiśmy się już do tego, że wydajemy na jedzenie więcej niż w Polsce, czy Czechach – szczególnie jeśli wybierzemy się do restauracji, albo na piwko. Z tego też powodu ceny nie były dla nas aż takim zaskoczeniem i wstępne założenia co do dziennego budżetu się sprawdziły. Średnio wydawaliśmy dziennie 30 euro na osobę, wliczając w to ranną kawę w McDonalds, wszystkie zjedzone przez nas lody, wyjścia do restauracji i alkohol. Nie jest to mało, ale jeśli chcielibyśmy każdego dnia jeść w restauracji, to byłoby to o wiele więcej. Będąc na kempingach staraliśmy się gotować wykwintne obiady, takie jak Spaghetti Bolognese, czy też inny makaron z pesto. Zdarzało się, że jedliśmy w McDonaldzie albo Subwayu, nie dlatego, że lubimy, ale żeby trochę przyoszczędzić. Wiadomo jednak, że chcieliśmy spróbować miejskich specjalności w knajpach i restauracjach, więc czasami nie oszczędzaliśmy i wcale tego nie żałujemy, bo było pysznie. Jedzeniu mam zamiar poświęcić jeszcze cały wpis, więc na pewno wrócę do najlepszych potraw i restauracji, które warto odwiedzić.

Mussel Inn na Golden Bay, gdzie specjalnością są oczywiście muszle
Słynne burgery z FERGBURGER w Queenstown jako ślubna kolacja 😉
Słynna lodziarnia Giapo w Auckland

Na zakupy spożywcze najczęściej wybieraliśmy Countdown albo New World. Fresh Choice spotykaliśmy zwykle w mniejszych miasteczkach i było tam trochę drożej. Chcąc przybliżyć Wam ceny zwykłych rzeczy w sklepach zrobiłam małą listę:

Chleb/ośmiopak „gumowych” bułek – około 4$
Sos do Spaghetti – 4,50$
Makaron – 3$
Herbata –
Masło -3-4$
Szynka – 4-5$
Ser – 4-5$
Sześciopak piwa 0,3 – 13-15$
Butelka wina średniej klasy – 15-25$

Dla porównania:
Obiad z napojami w restauracji wahał się w granicach 50-70 dolarów za dwie osoby.
Kawa w Maku – 4,50-5$
Nasze ulubione kombo w Maku, czyli frytki i chees – 4$

Na inne zakupy, poza spożywczymi najlepiej wybrać się do Warehouse. Znajdziecie tam naprawdę wszystko. My kupiliśmy tam materace i pompkę, które nie zmieściły nam się do bagażu. Materace kosztowały po 10  dolarów za jeden, a mini pompa 6 dolarów.

ATRAKCJE

UWAGA! Będąc na lotnisku i czekając na wpuszczenie do kraju, warto złapać za leżące na półkach darmowe czasopismo promujące Nową Zelandię. Znajdziecie w nim wiele zniżek na najróżniejsze atrakcje w całym kraju!

Bardzo przydatna jest także strona internetowa bookme.nz, którą wielokrotnie wykorzystaliśmy kupując bilety.

Wai-O-Tapu

Nowa Zelandia ma do zaoferowania niekończącą się listę atrakcji. Zaczynając od biletów wstępu do różnych pięknych miejsc, poprzez loty helikopterem, kończąc na wszystkich możliwych sportach ekstremalnych. Planując całą wycieczkę, trzeba dobrze się zastanowić co wybrać. Ja sama musiałam zagryźć zęby i zdecydować się tylko na atrakcje, na których najbardziej mi zależało, bo inaczej chyba byśmy zbankrutowali.

Lista wszystkich atrakcji z których skorzystaliśmy podczas naszego wyjazdu (cena w euro na osobę):

Bilet wstępu do West Coast Wildlife Centre – 16
Bilet wstępu do Wai-O-Tapu – 17
Pływanie z delfinami w Picton – 76
Taupo Hot Springs (baseny termalne) – 14
Wypożyczenie kajaku na 4 godziny w Abel Tasman – 40
Hobbiton – 50
Bilet wstępu dzień/noc do Sky Tower Auckland – 20
Tongariro Alpine Crossing Shuttle Bus – 24
Frantz Josef Hot Pools (baseny termalne) – 17

Wszystkie wybrane przez nas atrakcje były super, ale moim faworytem jest ewidentnie pływanie z delfinami. To jedna z najbardziej niesamowitych chwil w moim życiu!
Podsumowując, żałujemy tylko, że nie udało nam się dostać do Milford Sound (zamknięta droga), no i może gdybym wybierała raz jeszcze, to nad Hobbitonem zastanowiłabym się dwa razy.

DODATKOWE KOSZTY

Przy każdym wyjeździe poza Europę wykupujemy ubezpieczenie (w Europie mamy całoroczne). Tym razem również nie mogło być inaczej. Za ubezpieczenie, które obowiązywało zarówno w Chinach jak i w Nowej Zelandii zapłaciliśmy 33 euro za osobę (na całe wakacje).

Następną dodatkową opłatę musieliśmy wnieść za turystyczną „wizę” do Nowej Zelandii, która kosztowała 28 euro za osobę. Na szczęście nie potrzebowaliśmy wizy do Chin, ponieważ przy wizycie poniżej 72 godzin „wiza” jest darmowa.

W Nowej Zelandii kupiliśmy także kartę SIM, dzięki której mogliśmy swobodnie używać Google Maps (całe szczęście!). Jedna karta nam wystarczyła, a kosztowała nas 17 euro za 2GB internetu. Kartę można bez problemu dostać po wyjściu z samolotu, w strefie bezcłowej.

Z Północnej wyspy na południową płynęliśmy promem, na który bilety kupiliśmy z wyprzedzeniem, chcąc mieć pewność co do terminu. Cena za przeprawę promową zależy od tego, czy zabierasz ze sobą auto, czy też nie. Firma od której wypożyczaliśmy samochód ma zapisane w regulaminie, że auto należy oddać w Wellington i odebrać nowe w Picton, co w rzeczywistości pomogło nam zaoszczędzić. Biura wypożyczalni, były zaraz przy porcie, więc nie był to żaden problem, a pozwoliło nam to na swobodne (i tańsze) przepłynięcie na drugą stronę jako „piesi pasażerowie”. Bilet dla takiego pasażera to 39 euro.

Prom do Picton

Nasza podróż kończyła się w Queenstown i stamtąd właśnie musieliśmy dostać się z powrotem do Auckland. Oczywiście nie wracaliśmy już autem, ale samolotem.  Polecieliśmy więc New Zealand Airlines, a za bilet zapłaciliśmy 108 euro za osobę.

WSZYSTKO RAZEM…

Podsumowując wszystkie koszty – łącznie z transportem, atrakcjami, noclegami, jedzeniem i biletami lotniczymi wycieczka do Nowej Zelandii (z małym przystankiem w Chinach) wyszła nas około 3000 euro na osobę. Jest to wielka suma pieniędzy, ale myślę, że za trzy tygodnie wakacji marzeń, które zafundowaliśmy sobie w miejsce wesela, nie jest to aż tak dużo.
Do tego wszystkiego trzeba jeszcze dodać koszty naszego ślubu. Nie uwzględniam ich jednak w tej kalkulacji, bo nie każdy będzie w Nowej Zelandii wychodzić za mąż. Jeśli bylibyście zainteresowani organizacją ślubu na drugim końcu świata, to też chętnie podzielę się doświadczeniami 🙂

Mam nadzieję, że cała ta kalkulacja przyda się w planowaniu budżetu na wycieczkę i da małe wyobrażenie o kosztach takiego wyjazdu.

2 thoughts on “Ile kosztuje wycieczka do Nowej Zelandii? -Podsumowanie wszystkich naszych wydatków i lokalnych cen.

  1. n.z. 95% kraju nie ma zasiegu. zasieg tylko w miastach i na glównych drogach. czasem trzeba przejechac 100 km zeby miec zasieg. leje. nie mozna WOGÓLE wysiadac z auta bo meszki. zawsze i wszedzie. leje. nazi department of tourism zabrania wszystkiego, wszedzie. spanie na dziko to bullshit – albo masa niemców, albo o 6tej rano przychodzi nazi i daje mandat. leje. depresja. kilo baraniny w sklepie 40 dolarów. surowej. gotowej do jedzenia nie ma. kilo czeresni 40 dolarów. leje. benzyna w cenie europy, dwa razy wiecej niz w australii. 4 razy wiecej niz US. leje. meszki. cale fjordy nie maja dróg, sa niedostepne. meszki. leje. komary i baki w arktyce to zero w porównaniu do meszek. leje. zeby znalezc miejsce na noc, trzeba pojezdzic ze 2-3 godziny, wszedzie ploty i zakazy. wszedzie!!!!! aplikacje z miejscami do spania wysylyja wzystkich niemców na malutkie parkingi na 5 aut, stoi sie drzwi w drzwi, jak przed supermarketem. jak sie stanie z boku, to mandat. leje. meszki. nie mozna zagotowac wody bo meszki. i leje. trzeba przeskakiwac wyspe z poludnia na pólnoc, albo wschód zachód zeby nie lalo. n.z. jablka po 5 dolarów za kilo. te same jablka wszedzie indziej na swiecie po 1.50 dolara. aftershave za 50 dolarów w normalnym swiecie tam kosztuje 180.
    wszystkie mosty sa na jedno auto, poza Auckland. miasteczka wygladaja tak: bank, china takeout, empty store, second hand ze starymi smieciami, empty store, china takeout, second hand, bank and so on – kompletny upadek i depresja. pierwszy raz w zyciu kupowalem w second handzie. wejscie na gorace kapiele 100 dolarów. dwa razy psychopaci zagrazali mojemu zyciu (wyspa pólnocna, srodek-wschód), jeden z shotgunem. policja to ignoruje.
    co by tu jeszcze? jest pare dobrych rzeczy, wymieniam zle, bo NIKT tego nie mówi. bardzo latwo zarejestrowac auto, ubezpieczenia nieobowiazkowe i tanie. przeglad co 6 miesiecy. w morzu sie nikt nie kapie, poza surferami, zimno, prady. meszki doprowadzaja do obledu.nie ma na nie sposobu. wszedzie mlodociane adolfki. tysiacami. supermarkety, maja ich 3, sa tak zle,ze nie ma co jesc. marzy sie o powrocie do swiata i normalnym jedzeniu. ogólnie marzy sie o normalnym swiecie, caly czas odlicza dni do wyjazdu . w goracych wodach maja amebe co wchodzi do mózgu. no chyba ze sie zaplaci 100 dolarów za wstep, to mówia ze nie ma ameby

    1. Z podróżami jest jak z wszystkim innym, każdy ma swój punkt widzenia, własne przeżycia i wspomnienia. My byliśmy Nową Zelandią zachwyceni, ale jak widać nie jest to kraj dla każdego. Z wymienionych problemów my mieliśmy tylko rzeczywiście uprzykrzające życie meszki. Ale i to dało się przeżyć, kiedy była to cena za tak wspaniałe widoki i miło spędzony czas. Ani razu nie zdarzyło się nam długo szukać noclegu, deszcz wcale nie był uciążliwy i częsty, zasięg mieliśmy wszędzie, a ceny w sklepach (w porównaniu z Holandią, gdzie mieszkamy) były całkiem znośne. Z zakazem spania w naturze liczyliśmy się od początku i nawet nie próbowaliśmy spać nielegalnie, po prostu trzeba to uszanować. Campingi są w całkiem dobrych cenach z dobrym wyposażeniem, więc nie wiem w czym problem? Jak już wspomniałam na początku, dziękuję za Pańską opinie,bo jest ona całkowicie inna niż moje osobiste doświadczenia. Mam jednak nadzieję, że wszyscy którzy się tam kiedykolwiek wybiorą będą mieć wspomnienia bliższe tym moim, niż tym opisanym przez Pana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *