Jeden dzień w Monako

Monako jest tak małe, że jeden dzień w zupełności wystarczy, aby zobaczyć wszystkie główne atrakcje. Przy okazji możesz też spotkać opalającego się na plaży Fabregasa (nie tym razem – smuteczek) lub Novaka Djokovicia wyprowadzającego swoje pieski na spacer (true story). Mi niestety nie udało się spotkać żadnych sław, ale za to miałam eskortę w postaci dwóch gwiazd czeskiej siatkówki 😉

JAK DOJECHAĆ?

Do położonego kilkanaście kilometrów od Nicei Monako, najłatwiej wybrać się za pare euro pociągiem. Warto usiąść przy oknie, ponieważ trasa zapewnia wspaniałe widoki na wybrzeże. Gdy dotrzesz już do Monako, na samym starcie ogromne wrażenie zrobi na Tobie wykuty w skale dworzec kolejowy. Kolejnym zaskoczeniem będzie fakt, że w porównaniu do Nicei, Monako jest sterylnie czyste. W poprzednim poście pisałam o tym, że na Lazurowym Wybrzeżu panuje ten dobrze nam znany południowy „chaos”, ale Monako jest całkowitym przeciwieństwem od tej reguły. Wszędzie wiszą kwiaty, a chodnik aż błyszczy czystością w promieniach słońca.

CO WARTO ZOBACZYĆ?

Prosto z dworca można wyruszyć na zwiedzanie. Kilkanaście minut marszu pod górkę wystarczy, aby znaleźć się w pałacu położonym na wzgórzu Monako, w którym od 700 lat mieszka panująca do dziś rodzina Grimaldich. Warto trochę się wysilić,jeśli nie dla pałacu, to dla widoków.

Z placu przed pałacem rozpościera się przepiękny widok na Port Herkulesa z jednej strony i dzielnicę Fontvieille z drugiej. Okolicę zdobi również mały park, gdzie można na chwilę odpocząć w cieniu drzew.


dzielnica Fontvieille

Sam Pałac Książęcy zbudowany jest w miejscu dawnej cytadeli. Wielokrotnie przebudowany, dziś prezentuje się bardzo elegancko. Przez kilka miesięcy w roku można zwiedzać jego wnętrza. Niestety w marcu, kiedy my odwiedziliśmy Monako, pałac był jeszcze zamknięty dla turystów. Bilety na zwiedzanie kupuje się w sklepie z pamiątkami, który znajduje się tuż obok pałacu. Można je połączyć ze zwiedzaniem kolekcji samochodów księcia Monako lub wizytą w oceanarium. Łączone bilety oczywiście wychodzą nieco taniej.

Plac przed pałacem już w marcu zapełniony jest turystami

O godzinie dwunastej następuje uroczysta zmiana warty. Jest ona równie widowiskowa, jak ta przed pałacem Buckingham, dlatego warto dodać tę atrakcję do swojego planu zwiedzania Monako.

Kontynuując spacer starym miastem, które rozpościera się tuż obok pałacu, mija się wiele ciekawych budynków, takich jak biblioteka ze zbiorami księżnej Grace, kaplica pokoju, budynki rządowe, a także plac św. Mikołaja. Obowiązkowym punktem, w którym należy się zatrzymać jest Katedra św. Mikołaja, w której spoczywa cała rodzina królewska wraz ze sławną księżną.

Katedra św Mikołaja Monako

Warte uwagi jest również Oceanarium, na które jednak tym razem nie starczyło nam czasu.

Kolejną część zwiedzania stanowi Monte Carlo – chyba najbardziej  znana  dzielnica Monako. Znajdziesz tam przede wszystkim słynne kasyno, przed którym w rzędzie stoją luksusowe samochody, z którymi turyści próbują robić sobie zdjęcia. Tuż obok kasyna stoi drugi najlepszy hotel w Monako – Hermitage, a także jedno z najbardziej ekskluzywnych centrów handlowych – Le Métropole. Budynek kasyna połączony jest z dobudowaną nieco później Operą. Patrząc z zewnątrz, obie budowle tak dobrze komponują się ze sobą, że część turystów nie ma pojęcia o tym, że podziwia dwa różne obiekty.

Kasyno
Boulingrins

Monte Carlo, mimo swoich miniaturowych rozmiarów, ma do zaoferowania wiele miejsc do odpoczynku. Ogrody z bujną, egzotyczną roślinnością, ławeczkami i fontannami cieszą się dużą popularnością wśród turystów. Warto zaglądnąć do znajdującego się tuż przed kasynem ogród Boulingrins, który niestety uległ zmniejszeniu, z uwagi na nowo powstające ekskluzywne butiki. Podążając spacerem w stronę plaży natkniesz się na drugi znany ogród, tym razem w klimacie japońskim. Został on zaprojektowany specjalnie na życzenie księcia Rainera III i księżnej Grace przez japońskiego architekta.

Ogród Japoński

Sama plaża Larvotto, choć oczywiście ekskluzywna i z pełnym zapleczem snitarno-restauracyjnym, nie należy do najbardziej urodziwych. Gdy jednak pomyśli się o tym ile trudu zadali sobie ludzie z jej utworzeniem (sztucznie nawieziony piasek) należy docenić wysiłek. W lecie z pewnością bywa po brzegi zapełniona bogatymi turystami, w marcu jednak świeciła pustkami. Warto wspomnieć o tym, że w bliskiej okolicy plaży znajduje się Monte Carlo Country Club, gdzie odgrywają się słynne zawody tenisowe.

Plaża Larvotto, jedyna plaża w Monako

Podtrzymując temat sportu, nie można zapomnieć o Grand Prix Monako F1. Zawody teco roku śledzą miliony fanów na całym świecie oraz tysiące obecnych na trybunach. Jest to jedna z najtrudniejszych tras F1, co można uświadomić sobie spacerując krętymi ulicami Monte Carlo. Ceny biletów na tą imprezę wahają się pomiędzy 70 (miejsca stojące), a 500 euro. Szukających szczęścia lepiej uprzedzić, że trasa zawodów jest szczelnie zamknięta, więc bez biletu lub miejsca na hotelowym balkonie nie zobaczy się nic.

Tym razem nie mam żadnych wskazówek co do restauracji ponieważ nie znaleźliśmy nic szczególnego, godnego polecenia. Ceny są podobne do tych w Nicei, o ile nie wybierzemy na obiad jednej z ociekających złotem, ekskluzywnych restauracji, które przeznaczone są bardziej dla właścicieli Ferrari, niż Peugeota 206.

Z ciekawostek – w Monako należy pamiętać o wyłączeniu transmisji danych, ponieważ wraz z rachunkiem za telefon można otrzymać (tak jak ja) niemiłą niespodziankę. Monako, choć właściwie mieści się w środku Francji, leży poza granicami Unii Europejskiej, co powoduje u większości operatorów naliczanie dodatkowych opłat za połączenia, SMSy i transmisję danych.

Podsumowując, mimo iż wizyta w Monako była naprawdę wspaniałym przeżyciem i uważam, że każdy powinien choć raz na własne oczy zobaczyć to mini państwo, to nie wyobrażam sobie spędzenia tam tygodniowych wakacji. Monako w pewien sposób swoją ociekającą pieniędzmi sztucznością przypomina mi Las Vegas, choć położone jest w o wiele piękniejszym krajobrazie. Kasyna, drogie auta, złote centra handlowe z najbardziej ekskluzywnymi markami, elegancko ubrani ludzie i tłumy turystów – wszystko to jest przeciwieństwem obrazu moich wymarzonych wakacji. Prawdopodobnie z tego właśnie powodu, na Lazurowym Wybrzeżu bardziej podobała mi się brudna, ale autentyczna Nicea.

Like & Share
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *